Kategorie: Wszystkie | Lwy panny fellini | tutto
RSS
sobota, 12 sierpnia 2006
Gina przeprasza

To fakt, zachowala sie Fellini nieelegancko, znikajac bez pozegnania. Masz racje Droga Moonfairy i reszto swiata.

 U Giny strasznie duzo sie wydarzylo w ciagu tych 8 miesiecy odkad nie pisala. Wciaz jest w Hiszpanii, za chwile pierwsza rocznica emigracji!Pod koniec czerwca opuscila swe pueblo w polnocnej Hiszpanii, opuscila swoje dzieci,  ukochana szefowa, boskiego szefa, swoich przyjaciol i ...spakowala walizki, postanawiajac zaczac znow wszystko od nowa. Ach , jakaz byla glupia! Myslala Gina:"trzeba byc odwaznym, trzeba byc samowystarczalnym, gdzie ja gina- tam i moj kosmos, slowem, czas odkryc nowe zakatki espanii, dasz se rade Gino". jak postanowila , tak zrobila i od 2 tyg , pluje sobie w brode w podmadryckiej wiosze.

Wciaz jest niania , a jakze. Na dodatek ma na glowie cziuaue o wdzieczym imieniu Tito(  zwykla go popedzac "rob kupe Musollini i idziemy", bo Tito to na peno skrot od Benito jest), opaslego kocura i zdyscyplinowana siedmiolatke. Niestety cala reszta jest do dupy.

Myslala Gina, ze jest zdolna do tego, zeby co chwile zmieniac miesjce zamieszkania, miasto, ludzi , a nawet lozko... ale jak tak czasem patrzy na te brudne, smierdzace (40 stopni +przepelnione kosze na smieci) ulice Alcali de Henares, jak patrzy na wiszacy na lodowce grafik(alez 6 dni wolnych w miesiacu i zadnych wolnych wieczorow , to cakiem niezle-powiedziala szefowa)to ma watpliwosci, czy potrafi sie przyzwyczaic..

jak sie zapewne domyslacie dol nadchodzi wielkimi krokami....a Gina ma ochote spakowac walizki i wrocic do deszczowej , lecz zielonej Asturii.I mysli sobie, ze chyba chciala byc bardziej odwazna niz jest naprawde, i kolejna samotna podroz nie byla dobrym pomyslem.

A swoja droga, tyle sie ladnych opowiastek zmarnowalo, przez niezapisanie, ale jak to sie mowi, jakos sie niezlozylo.

wasza upadla( ale tylko na duchu) panna fellini

ps. I gdyby nie to, ze przedwczoraj poznala pewnego madryckiego nauczyciela muzyki i  literatury hiszpanskiej, to juz by dawno skoczyla na glowke do basenu, uprzednio spuszczajac z niego wode. Tylko kto wyprowadzal by Benito?

18:02, panna_fellini , tutto
Link Komentarze (12) »
czwartek, 02 lutego 2006
panna fellini w podrozy

Czyli "mocno przeterminowana" opowiastka o tym, jak na swieta Fellini do domu jechala.

-Pamietaj Gino, by miec oczy i uszy otwarte, bo nigdy nic nie widomo..-tymi slowy pozegnala ja przed wyjazdem szefowa, ktora, podobnie jak Fellini, zawsze mysli o tym co w zyciu najwazniejsze....

Z blogoslawienstwem szefowej, pelna nadzieii , udala sie Gina na lotnisko, by spotkac tam..

I.

Trasa: Barcelona-Monachium.

" Ach, och.. ciekawe, ciekawe kogo zaraz los posadzi na miejscu 12 E?"- zastanawiala sie , podekscytowana Gina, moszczac sie na swoim foteliku...Oczami wyobrazni, juz widziala siebie zabawiana mila pogawedka przez mlodego, pieknego Hiszpana....gdy nagle, z rozmyslan tych wyrwal ja natretny zapach wodki...Zniesmaczona podniosla oczy, lecz szybko je spuscila gdyz oslepil ja blask bijacy od zlotego zeba pasazera o rysach mocno wschodnio-slowianskich.

-Ruska? – nowy sasiad Giny, od razu przeszedl do ataku, nie bawiac sie w "dzien dobry" ani zadne takie.

" Ruska??? Ja ci dam Ruska, ta ja tu pracuje na swoim nowym hiszpanskim lookiem,majatek na fryzjera wydaje, a ty mnie pytasz czy Ruska?" –az sie Gina zatrzesla z oburzenia, ale tylko burknela spode lba, a raczej spod starannie ulozonej grzywki:

  • No. No rusca.
  • Espanola?- nie dawal za wygrana jurij- jak widnialo na jego karcie pokladowej.
  • W tym momencie fellini mocno sie zadumala,a nawet przezyla swoisty kryzys tozsamosciowy, bowiem nie wiedziala co odpowiedzic. No bo jesli, odpowie , ze Polka , Jurij zapewne zechce bratac sie z nia jak to slowianin ze slowianka. Bezpieczniej odpowiedziec hiszpanka...ale, wtedy pomyslala sobie Fellini o pradziadku powstancu, a nawet o prapra legioniscie, i odpowiedziala dumnie:
  • -Polaca!
  • I zostalo jej to w pewien sposob wynagrodzone, bo oprocz majganie przed ginowym nosem zlotym sygnetem, zajmowaniu jej miejsca i zgniataniu tylkiem jej kanapki( w czasie , gdy gina udala sie do toalety) Jurij nie gnebil jej w zaden inny sposob tzn. rozmowa.

II.

Trasa Monachium- Warszawa:

  • dzien dobry!!- uslyszala Fellini, wciaz jakos nie mogac sie przyzwycziac do widoku az tylu rodakow zgromadzonych w jednym miesjcu. Wszak przez 4 mieiace, w pueblo spotkala tylko 1 Polke..
  • Pozwolisz , ze sie przedstawie- Wlodek jestem. Pasazer, nie czekajac na odpowiedz , zabral sie do zabawiania Fellini rozmowa:

" wlasciciwie to mi sie nie chcialao na swieta wracac, kumpel co z nim na budowie robie, mowi mi: ty nie badz wlodek glupi, jeszcze jakis wypadek sie zdarzy"ale ja wczoraj sie uparlam i mowie " jade!" no to kupilem wczoraj bilet, ostani wolny jaki byl, troche drogo , ale tak se obliczylem, ze tyle akurat w 3 dni na budowie wyciagne, a ty ile zarabiasz, no wiec nic nie zdazylem spakowac, ani prezentow dla rodziny nie kupilem, ino piwo ze zabralem na droge-

wskazal na wyladowana butelkami reklamowke-ledwosmy z kumple zdazyli na samolot, tak wczoraj popilismy przed wyjazdem, bo kto wiec czy sie jeszcze zobaczymy..."

uwierzycie, ze nim samolot oderwal sie od niemieckiej ziemi, Wlodzio zdazyl opowiedziec ginie 3/4 swojego zycia?

Uff.... witaj w Polsce panno F.

III.

Trasa Barcelona- Okolice pueblo.

Po 16 godzinach w podrozy, nieco zmeczona i niewyspana Gina ,dowlokla sie (bo trudno to nazwac tryumfalnym wejsciem) s do hali odlotow i mimo, ze sie ledwo na nogach trzymala, swoim zwyczajem rzycila okiem po sali, w poszukiwaniu interesujach wspolpasazerow.I wtem –bach! Dojrzala samotnie siedzacego niezywkle interesujacego Hiszpana i juz miala sie przysiac, kiedy postanowila jednak udac sie do taolety, zeby na wszelki wypadek dokonac kilku niezbednych korekt. Co prawda oblicze Giny nie wygladalo zbyt zachecajaco, ale Fellini zdecydowala sie tym nie przejmowac. Siadla wiec na przeciw Hiszpana, postanowiszy nie przechodzic od razu do ataku, niech ma chlopak czas, zeby oswoic sie z tym , ze oto spotkal na swej drodze boska, polska Gine.

Z zadowoleniem zauwazyla Fellini, ze i w kolejce do sprawdzania biletu i w busiku i na schodkach do samolotu , Hiszpan podazal tuz za nia, wlasciwie ciagle byl zza jej plecami, jakby w obawie by nie stracic jej z oczu...

"Panie Boze, czy nie uwarzasz,ze juz czas wynagrodzic mi te trudy podrozy i zewslac mi przystojne, ciekawe i wolne towarzystwo?" –szeptala sobie pod nosem , szukajac swojego miesjsca. Usiadla.. nie minela minuta jak..piekny Hiszpan, zajal fotel tuz obok. Szczescie Giny nie mialo granic. " wiesz Boze, w takim towarzystwie nie straszne mi zadne katastrofy"-pomyslala bunczucznie i wtem, samolot sie zatrzasl i uslyszala " prosze, zapiac pasy. Wchodzimy w strefe turbulencji". Gina zzieleniala, zreszta jej wspoltowarzysz rowniez jej towarzysz przybtal nieciekawy kolor. uwierzycie, ze pomimo tego iz wyczynilala Gina rozmaite cuda, pielny hiszpan nie odezwal sie do niej ani slowem?? I co z tego , ze nie mowil po angielsku..przeciez jakos by sobie poradzili...

Swoja droga, ciekawe czy jakby rzeczywiscie spadali to chociaz potrzymalby ja za reka, by dodac otuchy w ostatnich sekundach przed smiercia?...

Na szczescie, w autobusie do pueblo, zabawial Gine urocza konwersacja pewien mlody bankier, co przywrocilo Fellini wiare w siebie ... i w ludzi.

14:43, panna_fellini , tutto
Link Komentarze (7) »
czwartek, 26 stycznia 2006
Zagadka

- Buenos dias Gino, czy to aby nie twoje-spytala  szefowa, z promiennym usmiechem podajac Ginie jej... czarne MAJTKI.- znalazlam je w sypialni Feliksa-dodala takim Tonem, jakby co dzien, od lat nawet , znajdywala bielizne swych opiekunek w mezowskiej sypialni...

-Hmmm...tego..-splonela rumiencem Gina- Nie mam z ta sprawa nic wspolnego- natychmiast sie wyparla, bo najwazniejsze to, nigdy do niczego sie nie przyznawac.. ale choc trudno w to uwierzyc, Gina naprade NIE ma z tym nic wspolnego...

Pytanie brzmi , jakim cudem majtki Fellini znalazly sie w sypialnii Szefa, ha...?

15:48, panna_fellini , tutto
Link Komentarze (7) »
wtorek, 24 stycznia 2006
Dwa oblicza niani

Sa w zyciu polskiej niani takie chwile,( najczesciej zdarza sie to podczas zmieniania pieluszki z trzecia tego dnia "kaka grandissima"-jak to sie w pueblo mowi), gdy spoglada Gina katem oka w lustro, jednoczesnie starajac sie nie dopuscic, by Piekielny zaciukal Siostrzyczke,widzac swe potargane wlosy, podkrazane oczy nie moze uwierzyc, ze jeszcze rok temu marnowala swoja mlodosc w ciemnych bibliotekach usilujac zdobyc wyksztalcenie nie zawsze uczciwa droga..I kto by pomyslal, ze zamiast robic w mediach wielka kariere( jak zawsze marzylo sie jej rodzicom, natomiast babcia Giny zawsze widziala ja w bialym kitelku za apteczna lada." zdrowka, szczescia..i zebys farmaceutka byla"zyczyla jej kazdej wigilii. dlaczego? ktoz to wie.. moze dlatego, ze w bialym calkiem Ginie do twarzy..).. wiec, kto byprzewidzial, ze bedzie sie Fellinii realizowac zyciowo jako przybrana matka iberysjkiej dziatwy..

CzasamI Gina lapie sie na tym, ze umazana tartym jablkiem od stop do glow, pochyla sie nad ryczaca Ksiezniczka, swiergolac jej do ucha " atitititplumplum".A przeciez zasadniczo, Gina za dziecmi nie przepada ( o czym zawsze zapomniala wspomniec piszac swoje au pairskie listy motywacyjne).

Lecz i sa w zyciu nianii takie chwile, gdy dla zachowania psychicznej rownowagi ( bo rownowaga w przyrodzie to rzecz swieta) rusza do boju tzn do centrum handlowego, rzecz jasna, bo Gina to dziewczyna z krwi i kosci jest, glosno dziekujac Bogu za stworzenie wyprzedazy. I tam, przymiarzajac malinowy sweter  przeceniony o 75 procent,dostrzega, ze jest absolutnie, powalajaca piekna, tzn jest powalajaca od glowy do kostek, a nie stop niestety, gdyz stopy ukazuja cala prawde o biednej guwernantce, a mianowicie nie sa one obute..tzn sa, ale czy mozna nazwac obuwiem cos z czego odpadla w polowie lewa podeszwa, a prawa ma dwie ogromnie dziury ?Nie wspominajac, o tym, ze boki tez sie rozlazly.Coz, nikt nie jest doskonaly, mysli sobie dzielnie Gina i wtedy slyszy terkotanie komorki, " ach, czyzby to Angielski Nauczyciel chial zaprosic mnie na randke??" serce Gine podskakuje do gardla. Alez skad, glupia Gino, skad ten pomysl, przeciez angol , idiota jeden, ba, kretyn slepy, wciaz  nie wszedl w posiadanie twego numeru telefonu*...

Wiec ktoz to wydzwania-sprawdza zawiedziona fellini-Ha, toz to Belg, z zapytaniam czyby nie skoczyla z nim tego wieczoru na kawe.Alez oczywiscie , dlaczego nie, odpowiada Fellini, przypominajac sobie, ze w domu eksperes do kawy zpepsuty od miesiaca. Tak wiec wrzuca na siebie swa felliniowa marynareczke ( bo musicie widziec, ze  Gina abssolutnie uwielbia marynareczki) a gdy przekracza prog Cafe del Sol, jej oczom ukazuje sie ogromne, wiszace, czerwone loze pelniace role stolika i krzesel jednoczesnie, takie to niekonwencjonalne cafe bylo. No to hyc z belgiem na to loze, po czym gina z przyjemnoscia odkrywa, ze Belg to calkiem porzadny chlopiec, bowiem pomimo spontanicznego hycniecia, zachowal odpowiedni dystans pol metra....Ach..calkiem sympatyczny byl ten wieczor spedzony na ( powiedzmy to szczerze)qurewsko czerwonym lozu z boskim cappucino w reku...

A nastepnego poranka, o. 7.30 przygotowala Gina Ksiezniczce butelke, przeobrazajac sie na nowo w najlepsza polska nianie w pueblo**.

*Boze, przywroc wzrok angolowi...bo przykro by bylo, gdyby mial byc chlopak slepy do konca zycia, nieprawdaz?

**...bo jedyna.

20:48, panna_fellini , tutto
Link Komentarze (3) »
wtorek, 17 stycznia 2006
Melting Pot

Nie tylko u Engi I GN bywaja mocno unijne imprezy:) A tak bylo na pierwszej ginowej fiescie, po jej powrocie do pueblo:

Kogo tu mamy...od lewej: angielski nauczyciel, wegierska turystka, boliwijski ogrodnik-masazysta, polska niania i belgijski student.

14:56, panna_fellini , tutto
Link Komentarze (7) »

Po 3 miesiacach pobytu, Gina zuawaza piekno swego pueblo

fot.Thomas Lobelski

14:00, panna_fellini , tutto
Link Komentarze (1) »
niedziela, 15 stycznia 2006
Czas powrotow..

Taaaadaaam!

Gina Fellini ma przyjemnosc oswiadczyc, ze:

po pierwsze a) germanskie linie lotnicze, mimo wszystko nie eksplodowaly.

Po drugie b)jakos przezyla pobyt na ojcowiznie, gdzie snieg i mroz od ktorych fellini odwykla, spowodowaly tragiczny spadek nastroju a w glowie ciagle jej brzeczalo " co ja tu , w morde jeza, robie?", Pozatym , przyznajmy to szczerze, tesknila Gina za praca, nie wspominajac o szefie;

po trzecie c)nie zatrzymali jej na lotnisku, za przewozenie gazu obezwadniajacego, ukrytego sprytnie w walizeczce miedzy stanikami a skarpetkami.Przy okazji, ilez sie strachu najadla , za kazdym razem slyszac " din dong..atention please...", serce podskakiwalo jej do gardla i juz oczami duszy widziala, jak tlumaczy sie celinkom, ze gaz jest naprawde niezbedny w torebce polskiej guwrnantki na obczyznie( ba, rownie niezbeny jak blyszczyk) i ze ona bardzo przeprasza, ale na naprawde nie zauwazyla rozlepionych wszedzie informacji, ze jest on przedmiotem surowo zakazanym.....

Wracajac do tematu glownego, Fellini ma przyjemnosc oswiadczyc, ze szczesliwie powrocila do espanksiego pueblo i po przezyciu malego szoku klimatycznego ( +10C) organizm wrocil do normy,wiec Gina znow oddaje sie swemu ulubionemu zajeciu szukania bogatego meza.Chociaz zabrzmi to niezbyt skromnie, z nieukrywana przyjemnoscia odkryla, ze jej popularnosc w pueblo znacznie wzrosla...ale o tym pozniej.

19:53, panna_fellini , tutto
Link Komentarze (3) »
sobota, 17 grudnia 2005
Scena lozkowa

Sobotni poranek. Wielkie malzenskie loze, a w nim radosnie kotlujace sie, przytulajace i skaczace: 8 sztuk nog tylez samo rak i  4 glowy nalezace do Najlepszej Hiszpanskiej Szefowej, Szefa ( ach..) , Piekielnego Diego i Ksiezniczki.

-Patrz Ksiezniczko, cala rodzina w jednym lozku-powiedziala N.H szefowa do corki, ktora nic nie opowiedziala,bo mimo ukonczenia 11 miesiecy zycia, wciaz malomowna jest ( to, zapewe po Ginie ma) .

-Nieprawda, nie cala! Brakuje Giny! Papa, a gdzie jest Gina?-zauwazyl przytomnie Piekielny Diego, ktory oficjalnie Giny nienawidzi i zwykl twierdzic, ze pojawienie sie w jego zyciu Polskiej guwernantki, bylo druga najgorsza rzecza, ktora mu sie przytrafila. Pierwszakatastrofa, byly narodziny Ksiezniczki,rzecz jasna.

-Racja synu.-odpowiedzialSzef.-zawolajmy wiec i Gine, skoro nalegasz.

"Gina, Gina chodz do lozka"usyszalaby chwile pozniej Gina, gdyby nie to , ze spala jak zabita i nie docieraly do niej nawolywania szefa.

I w ten sposb przespala fellini okazje, by wskoczyc szefowi do lozka. Ech, znow bylo tak blisko...

16:31, panna_fellini , tutto
Link Komentarze (8) »
czwartek, 08 grudnia 2005
Witaj w domu , Gino!

Scenariusz byl taki

¨Otwieraja sie Drzwi z napisem "przyloty",wysypuje sie dziki tlum, radosc , lzy i takie tam..az w koncu pojawia sie Gina ciagnaca za soba swa gowniana walizeczke.Mimo kreciego wzroku dostrzega w tlumie padre i madre.  Podchodzi  do nich z udawana obojetnoscia. "Nie bede przytulac sie do futra" krzywi sie na dzien dobry witajac sie z madre, a padre miazdzy  jej dlon, jak to zwykle." Schudlas!" rzuca oskarzycielsko madre, nie majac oczywiscie racji, bo po 1) Gina nie schudla a nawet wrecz przeciwnie a po 2) jak madre moglaby ocenic stan Giny, skoro ma na sobie 3 kurtki, 2 pary rekawiczek i szalik?(w obawie przed polskim mrozem)" Zle wygladasz!Zupelny oswiecim"-powiedzial jak zawsze padre.Pozniej wpakowali  sie do samochodu.

"no to opowiadaj " -zazadala madre.

" ale nie ma o czym. Przeciez juz wszystko opislam Ci w mailach"-burknela zirytowana gina.pozniej wszyscy troje zaczynaja sie klocic i robi sie skwaszona atmosfera."Witaj w domu , Gino" szepnela sobie Fellini.The end.

Tymczasem¨:

" sorry corko, nie przyjade po ciebie na lotnisko.Bierz pociag z Varsovii do naszego hucianego miasta odalonego jedyne 300 km. Pozdrawaim- papa".

Zawsze to samo, wciaz powtarza sie koszmar z dziecinstwa, gdy nikt Gine nie odebral z wycieczki szkolnej. Dziwne, ilkeroc Gina gdzies laduje, a zdazalo jej sie to czesto w ostatnich latach, nikt na nia nigdy nie czeka. Inni pasazerowie, rzucaja sie w objecia rodziny, a gina zawsze sama wlecze sie w strone poczekalni..Czasem nawet wzbudza zainteresowanie obslugi lontniska, czemoz ona taka samotna. Raz tylko na gine ktos czekal,ale.. to bylo dawno i nie prawda, i we ..Wloszech.I wciaz bezskutecznie nie moze o tym zapomniec.

W nastepnym mailu:

" sorry gina, ale nie jedziesz z nami na sylwestra w gory, bo zabraklo miejsca dla ciebie.caluje-szwagier".

" a nie mowilem, zebys nie jechala do polski, a nie mowilem..?"powtarzal szef.I wiecie co, cos Gine szepta w duszy , ze to nie byl najszczesliwszy pomysl z tym przyjazdem.Za 2 tysiace zlotych ( dla przypominienia tyle ja kosztuje ta podroz) pokloci sie z rodzicami, zdoluje sie samotnymi dniami na podaszu, i spedzi samotnego sylwestra. " Nie martw sie Gina, zobaczysz przynajmniej swych amigos"pociesza ja szefowa. Tylko bolesna prawda jest taka, ze nie ma Gina zadnych amigos w Polsce. Bo ci co byli, wemigrowali.Glupia kretynka z tej Giny, znow ulegla namowom rodzicow, przez co stracila szanse,by choc raz spedzic swieta inaczej niz zwykle..bez stresu, bez frustracji, z nowymi ludzmi, ktorych zapewne by poznala w tym czasie na niejednej swiatecznej imprezie., ktora w znaczacy sposb moglaby wplynac na jej zycie w Hiszpanii. Nie mowcie gine o wymiarze duchowym swiai takich tam, Bo fellini w takie rzeczy nie wierzy....Za dwa tygodnie przyjezdza Fellni do Polski i zastanawia sie po co?

A tu wciaz 10 stopni o czym zawiadamia

wasza samotna i rozczarowana Gina

13:03, panna_fellini , tutto
Link Komentarze (7) »
środa, 30 listopada 2005
Dies Irae

No zesz w morde jeza w dupe kopanego!!!!!-wykrzyknela po polsku Gina , szukajac w przejsciu podziemnym schronienia przed smiercia. A niech to szlag trafi i wszyscy swieci!!  Ostatni raz cos takiego przydazylo sie Ginie w 2001 r.,  dzien przed oblaniem egzaminu wstepnego na socjoligii. Co sie stalo, co sie stalo, spytacie...Otoz patrzy Gina zza okno, i widzi ze ani mgly (:)) ) ani deszczu ani wietrzyku, slowem piekny wieczor, tak wiec wyruszyla ciemna noca na swe lekcje tanca brzucha. Szla sobie, podskakujac i podspiewujac pod nosem, niczym ten nie przeczuwajacy zagrozenia Czerwony Kapturek (hiszp.Cepereciuta roja)..az tu nagle..Jak nie dmuchnie, jak nie chuchnie, jak nie lunie..A Gina of kors, na srodku mola, zadnego daszku w poblizu. W jednej sekundzie rozpetalo sie istne pieklo,i kiedy minela ja przelatujaca galez ( calkiem spora) smierc zajzala jej w oczy. Usilowala dopiec do najblizszej knajpy, ale wierzcie lub nie, nie byla w stanie sie ruszyc, tak wialo. W pewnym momenice poczula , ze wietrzysko unosi ja w strone morza...."wszyscy wielcy umierali na emigracji, cholera jasna..."dodawala sobie otucghy walczac z zywiolem.W koncu nie tyle wycienczona, co wsciekla, dobrnela do przejscia podziemnego, naiwnie myslac ze jest bezpieczna. Dupa blada, pod ziemia wialo jak cholera, ale za to miala towarzystwo- Chlopaka z Psem.Jako ze zywila powazne obawy, ze przyjdzie spedzic jej noc w przejsci w dodoatku z chlopakiem z Karaibow i psem rasy cos tam brazylijskiej, tak wiec postanowila sie zintegrowac i ucieli sobie mala pogawedke o zyciu, smierci i takich tam. Zaskakujace jest, ze w chwilach grozy jej znajomosc hiszpanskiego jest calkiem przyzwoita... Po pol godzine, Chlopak z Psem i Gina zebrali sie na odwage i ....rozbiegli sie kazde w swoja strone.

 Tymczasem w domu... "Apokalipsa, koniec swiata nadchodzi!!!Gdzie jest Gina??"-wykrzyknal przemokniety Szef, wpadajac do domu." Wskakuj do samochodu, zawioze cie!"- rzucil w strone schodow. Ale Gina nie pojawila sie w podskokach jak zwykle czyni.

"_Nic sie nie martw Felek, Gina jest madra dzewczyna i na pewno siedzi sobie teraz wygodnie w autobusie"-uspokila go Szefowa.O jakze sie mylila...

Jednak zle przeczucia nie opuszczaly Szefa i po godzinie, gdy juz wszystko wrocilo do normy a ta noc niczym nie roznila sie od typowych spokojnych asturyjskich nocy , zadzwonil szef do Giny z propozycja nie do odrzucenia( pamietacie, jakie ma szef hobby). Tak wiec zgodzila sie Gina odwiezc do domu, w koncu premierom i szefom  nie odmawia sie.  

Oczywiscie jechalas autobusem, prawda?"- spytal zaniepokojony szef, spogladajac na pokiereszowana gradem, pryszczata twarzyczke Giny. 

Fellini nic nie odpowiedziala.....

20:23, panna_fellini , tutto
Link Komentarze (4) »
niedziela, 20 listopada 2005
Pocalunek a sprawa kluczy

Dlugo milczala Gina na Ten temat, ale w koncu nadszedl czas, by napisac o Szefie.

Wiec ma Gina szefa, i nie byla by soba, gdyby nie zapalala do niego od pierwszego wejrzenia uczuciem, wielkim lecz skrytym. Zresztom, po poprzednim szefie-islandzkim pantoflarzu, ktory byl facetem tak miekkim jak gotowane kalmary  i uleglym swej zakompleksionej katalonskiej konkubinie, kazdy inny szef, bylby dla Giny szef boskim i wspanialym.

Szef Giny, kazdym swym spojrzeniem, ktorym ja obdarza, gdy ramie w ramie , wyjmuja Ksiezniczce smarki z nosa ( bo jedna osoba musi trzymac mala za glowe i inne konczyny, podczas gdy druga wyssysa takim specjalanym wysysaczem) przyprawia Fellini o drzenie..i mysli nieczyste.Przez pierwszy miesiac Gina chodzila cala posiniaczona,przez szefa rzecz jasna. Ilekroc bowiem mijala go w drzwiach, a on nie daj boze, cos do niej powiedzial ,tak sie dziewczyna rumienila, ze musiala swa pryszczata buzie odwracac w druga strone , zeby facet nie zauwazyl. No i jak tak sie wykrecala, to bum!!..zawsze elegancko wyrznela w jakas szafe czy inna sciane.I stad te siniaki. Na szczescie w sliwkowym makijazu zawsze bylo jej do twarzy.

Gina ma powazna podejrzenia, ze i ona szefowi nie jest obojetna...Ach, gdybyscie widzieli z jaka czuloscia scieral szef Ginie z policzka paste do zebow..ajaja...

Ale do rzeczy. Wiec Felek ( szef znaczy sie) uwielbia Gine podwozic do miasta, no takie ma hobby chlopak.Fellini zawsze of kors odmawia, bo glupio jej tak po nocy ciagac faceta po miescie: ale tej nocy lalo jak z cebra, wiec laskawie zgodzila sie by szef odwiozl ja na jej lekcje tanca brzucha. Szef czekal na nia na dole, gdy gina zbiegala (z lekkoscia mlodej sarenki )ze schodow i patrzyl na nia jak to on zwykle...Nagle, gina zatrzymala sie w polowie, z mina jakby palnela ja kulka pomyslowego Dobromira i wykrzyknela:

-Kintana, keys!-bo szef zwie sie nie inaczej, jak wlasnie Felek Kintana.

-kiss?-spytal zbity nieco z tropu Felek, z lekko uniesionymi ze zdziwienia brwiami o oczach nie wspominajac.-Kiss, pocalunek znaczy sie? -upewnil sie, majac nadzieje ze o to wlasnie spelnia sie jego gleboko skrywane pragnienie, by...

-keys , Kintana not kiss. Los Llaves!!!-zaplatala sie Gina,i czym predzej pognala do samochodu, by ukryc jak bardzo sie zaczerwienila...

No zesz w morde jeza, a bylo juz tak blisko..

19:43, panna_fellini , tutto
Link Komentarze (4) »
niedziela, 13 listopada 2005
Zwykly dzien Giny

"Today is The Day"-pomyslala sobie gina obudziwszy sie  w ten sobotni poranek,a przyznac trzeba ze myslala wyjatkowo trzezwo mimo, ze do 2 w nocy pobierala lekcje hiszpanskiego fryzjerstwa( to nie zart, naprawde , poznawala fellini tajniki czesania i strzyzenia, mimo ze nie bardzo rozumiala co do niej mowia). " A wiec, today is The day..dzis jest dobry dzien, zeby wydac 500 euro"-i tak z planem ( bo najwazniejsze w zyciu to miec plan)by -wydac pol tysiaca pieprzoneych eurosow udala sie do miasta.

-Buenos dias, chcalabym wydac 500 euro, tzn.cala miesieczna pensje mojego ojca, czy ma pani dla mnie jakas ciekawa propozycje?- zwrocila sie uprzejmie do pani zz biurkiem.

-zobaczmy...Hm..moze skusilabys sie na lot z naszego pueblo do Warszawy ( jedynie 2 przesiadki po drodze)? Cena jest nadzwycaaj dobra- jedyne 459 euro i 23 centy..-zaproponowala pani zza biurka.

- No nie wiem... 459?chcialam wydac 500 e, troche zza tani ten bilet jak dla mnie, hm...a moze chociaz jest wiele przesiadek po drodze, bo wie pani, jak juz mam wydac ta smiesznie niska sume,  to nie na jakies za przeproszeniem badziewie, co to bezposrednio do Polski leci.

- przykro mi, jedynie 2 przesiadki ...w Barcelonie i Monachium, niestety nie mamy nic bardziej skomplikowanego- zasmucila sie pani zza biurka.

I choc, propozycja nie byla najciekwsza postanowila Fellini kupic bilet, wszak Today byl The Day, a ze zostala jej jeszcze 40,75 e, wiec udala sie do chinskiego shopu, by za jedyne 3 euro kupic polskie rekawiczki.Musicie bowiem wiedziec, ze w chinskich shopach wiekszosc rzeczy jest Made In Poland. Po tych oszalamiajacych zakupach, wrocila do domu, a ze meczyl ja talent tworczy okrutnie, postanowila zrobic trufle. Trufle wcale nie sa tymi truflami, ktore swinie szukaja w lesie, tylko kulkami z czekolady* ktore przyrzadzac nauczyla sie na zeszlotygodniowych lekcjach hiszpanskiej kuchni. Nie wie Gina, czy jest to deser typowo hiszpanski czy nie, ale przyznac trzeba ze wyszlo calkiem smaczne.Ach, gdybyscie widzieli spojrzenie szefa, jak Gina cala wysmarowana czekolada, od stop do glow prawie, podawala mu talerz swiezutkich trufli...Ajajaj.A potem...

..przypomniala sobie, ze wszak sobotnia noc jest,  tak wiec zrobila sie Gina na bostwo, tzn zmyla z siebie resztki czekolady, wyporstowala wlosy, zrobila makijaz, wlozyla kolczyki(bo Fellini z tych , co to bez kolczykow z domu nie wychodza) i felliniowata marynareczke i poszla....!I poszla tak wyelegantowana w ta hiszpanska, sobotnia noc...do biblioteki. I nie pytajcie jej dlaczego zamiast rzucac sie w ramiona espanskich maczo i upijac sie tequila, siedzi po nocy  w bibliotece i pisze do Was te slowa...Bo Gina nie ma pojecia.

Spanish saturday´s night. ale noc jeszcze mloda.

*skladniki trufli:

rozpuszczona czekolada+pokruszone ciasteczka+migdaly+whisky+cukier+maslo+woda +kawa+czekoladowa posypka, taka jak do ciasta.

00:53, panna_fellini , tutto
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 07 listopada 2005
pokaz piersi- czyli hiszpanskie wesele.

Poszukiwanie malzonka trwaja. Nie od dzis wiadomo, ze nic tak nie sprzyja swatom, jak cudze wesela. Jako ze wlasnie niespodziewanie nadarzyla sie okazja ( siotra szefa wydawala sie za maz)  Gina postanowila uczynic wszystko, by wkrecic sie hiszpanskie weselicho." To twoja wielka szansa , Gino"- powtarzala sobie fellini, mierzac przed lustrem swa najlepsza kiecke, a czula sie niczym przed balem debiutantek..co najmniej.

_Musimy uknuc sprytny plan - kombinowal zachywcony szef(badzmy jak zwykle szczerzy)jej  weselnym lookiem.-by dzis wieczor wyswatac cie z jakims chico sympatico! W ostatecznosci zawsze pozostaje ci moj mlodszly brat Nacho.... (Tak na marginesie, czyz to nie urocze ze szefostwo tak sobie wzielo do serca ginowe poszukiwania?)

Gdy przekroczyla Gina ( w swej najlepszej kiecce) progi rodzinnego domu szefa, lekko oniemiala i poczula sie nieco zagubiona .. W koncu wiadomo nie od dzis , ze Gina wielka materialistka jest. " Ciekawe kto dziedziczy ta fortune?"- pomyslala, jak zwykle praktycznie Fellini." czyzby najmlodszy z synow..? poznajmy go zatem..!" Niestety,najmlodszy z braci okazal sie byc tak niesmialy, ze odpuscila go sobie natychmiast. Doprawdy, zeby wpatrywac sie w sufit zamiast w ginowe oblicze.. ech, biedny chico, biedny...

Gdy tak rozgladala sie fellini wokol w poszukiwaniu bogatego meza, zupelnie zapomniala , ze trzyma w ramionach dziecine...A ze dziecina siedziala sobie cichutko, tak nie podejrzewala gina , ze malenstwo cos kombinowac moze..I wtedy stalo sie najgorsze.. Ale po kolei: Nalepsza kreacja giny , nie posiadala zednych rekawow, ramionczek ani nic takiego. trzymala sie na skromnym biuscie  sila woli, li i jedynie..Juz sie domyslacie, co sie stalo? W momencie gdy podawala dziecko seniorowi rodu, poczula, ze cos jest nie tak..Oczywiscie, dzieciatko caly czas kombinowalo jakby sciagnac z Giny gorsecik i dobrac sie do biustu ( a tyle razy tlumaczyla Gina , ze nie znajdzie tam mleka, oj nie..) i w konu jej sie to udalo!

Do dzis nie wie gina , jak dlugo paradowala taka obnazona i czy ktokolwiek to zauwazyl..Ze tez gine zawsze takie rzeczy musza sie przydarzyc! A meza , mimo striptizu i tak nie znalazla.Ech...

14:04, panna_fellini , tutto
Link Komentarze (2) »
niedziela, 30 października 2005
O tym, jak zostala Gina la profesora de ingles

Ech Gino, marnujesz sie na tej obczyznie- zagaila sama do siebie panna Fellini. To, ze marnuje sie cialo Giny – to Fellini wie, i nie zamierza tego zmieniac, oj nie. Ale w koncu nie samym cialem czlowiek zyje.Niektorzy oprocz urody, maja takze talent, wiec dlaczego Gina nie maialaby byc utalentowana? Postanowila wiec znalezc w sobie utajniona przez 22 lata zycia iskre boza.Szukala, szukala ....a ze nic znalezc nie mogla, postanowila swiecie uwierzyc , ze jednak jakis talent ma – dajmy na to pedagogiczny. Gdy juz w to uwierzyla, nadazyla sie niespotykana okazja by nowo odkryty talent wykorzystac. Pewnego dnia udala sie na miejscowy uniwersytet, zeby ( badzmy szczerzy) rzucic okiem na to i owo..I tak strzelajac spojrzeniem na prawo i lewo, dostrzegla na scianie karteluszek z ogloszeniem tej tresci :

" Jestem hiszpanem i szukam obcokrajowcow w celu konwersacji ang-hiszp"-podpisano Carlos.HA! Nie byla by Gina panna Fellini, gdyby nie zerwala karteczki z numerem.

Czym predzej zadzwonila do Tajemniczego Carlosa, zeby oznajmic mu, ze oto wlasnie znalazl najlepsza nauczycielke angielskiego w calym pueblo.....i doznala okropnego rozczarowania, bowiem glos carlosa, sprawial wrazenie, ze jest on osobnikiem mocno nudnyym i nieciekawym. Mimo tego, nie obiecujac sobie zbyt wielu wrazen, udala sie na spotkanie,bowiem uwielbia wszelkie spotkania w ciemno, nawet jesli wcale nie sa randkami. No coz, takie ma hobby dziewczyna. . I zgadnijcie kogo ujrzala Gina w umowionym miejscu? Starszego, lysawego , brzuchatego hiszpana? Alez skad. Carlos okazal sie byc wysokim, i poweidzmy sobnie szczerze, calkiem przystojnym przyszylym inspectorem policji ( i tylko po to gine potrzebuje , zeby zdac egz amin z angola w tej swojej policyjnej szkolce).

Z kazda minuta, gdy tak sobie konwersowali , a gina kalala jak tylko sie da hiszpanski jezyk, inspektor wydawal sie byc coraz bardziej przystojny i sympatyczny..i kiedy tak sie zapatrzyla w te jego najbardziewj brazowe na swiecie oczy, Carlos spytal:

" Zaraz mam spotkanie z moja dziewczyna , moze chcialabys ja poznac?".

_-przepraszam, z niedosyszalamach.. ta muzyka taka glosna, z kim masz spotkanie? Z twoim friend?- Fellini miala nadzieje ze sie przeslyszala moze..

_ z moja girlfriend.- dobil carlos gine, choc od pierwszej chwili spotakania byla pewna, ze inpektor jest zbyt mily by byc inpektorem samotnym.

-O zesz w morde jeza..- wyrwala sie , rozczarowanej ginie.

-No dobra stary , wcale mi sie nie podobasz!,no to lecim poznac ta twoja dziewuche- powiedziala mniej wiecej w ten sposob fellini i polecieli.

Dziewucha okazla sie, ku rozpaczy giny ,calkiem sympatyczna ksiegowa, o wygladzie bardziej polskim ( ech, te blondynki..)niz Fellini. I tak sie Gina z nimi zagadala , ze nim sie spotrzegla , okazalo sie , ze spedzili razem 5 godzin..i Gine bylo toche glubio, ze im sie tak na randke wtrynila.

W kazdym razie, sprawy wygladaja tak, ze gina spotyka sie z carlosem w celach czysto naukowych. I wcale nie bedziecie sie smiac, jak wam powie, ze na drugiej lekcji, carlos wzial sie za nauczanie Giny slownictwa z rodzialy pt. Los partes del cuerpo. Znaczy sie " czesci ciala".

20:12, panna_fellini , tutto
Link Komentarze (2) »
piątek, 14 października 2005
Witajcie w Gijon!

Gdybyscie chcieli odwiedzic Gine,to kierujcie sie w dol zdjecia, glowna droga,a potem  na prawo.Tam, w malym domku , z dziecina na reku bedzie na Was czekac panna Fellini.

11:47, panna_fellini , tutto
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5